poniedziałek, 19 marca 2012

Czekając na Supermena

"Czekając na Supermena" to amyrykański dokument o państwowym systemie edukacji w USA.
Tytuł nawiązuje do słów Geoffrey-a Canady, który wspomina, że jako dziecko miał takie wyobrażenie - jak jest problem to Supermen przylatuje i go rozwiązuje. Zatem można powiedzieć, że Pan Canada czeka na Herculesa aby oczyścił stajnie Augiasza.
Strona filmu to http://www.waitingforsuperman.com
Tą "stajnią" czy problemem dla Supermena jest państwowa edukacja w USA. Cele są przestarzałe. Obecne wynaturzenia w systemie. Podnoszona jest też zależność między wadliwą szkołą a degradacją terenu na jakim ona się znajduje.
Dlaczego warto się zainteresować problemami innych? Ponieważ ludzie są tacy sami a to ludzie i ich decyzje kształtują system.

System amerykański 50 lat temu został zaplanowany aby 20% najlepszych uczniów liceum szło na studia i zostawało inżynierami, prawnikami, lekarzami ect. Następne 20% miało iść do sektora usługowego jak technicy, urzędnicy i ogólnie prace biurowe. Końcowe 60% przeznaczone było na prace w roli czy w fabrykach. Jednak tak jak na blogu często demonstruje praca w fabrykach czy na roli zmieniła się albo zmieni się  dlatego te cele są przestarzałe. Bill Gates zeznając w senacie US powiedział że "Nie możemy podtrzymywać gospodarki opartej na innowacjach, chyba że mamy dobrze wykształconych obywateli z matematyki i nauk ścisłych." Obecnie to maszyny produkują czy uprawiają a ludzie są potrzebni do obsługi tych maszyn ale oni muszą być wykształceni jako umysły ścisłe. 

Głównym czarnym charakterem filmu jest amerykański związek nauczycielski, który nie pozwala zlikwidować 10 letnich kontraktów. Okazuje się, że nauczyciel podpisuje taki kontrakt i nie można go zwolnić. Sprawa jest mocno umoczona politycznie i nie do ruszenia. Nie tylko w Polsce jest "czy się stoi czy się leży".

Pokazane są też rozwiązania wzorowe. Takim rozwiązaniem jest KIPP (Knowledge Is Power Program) szkoły związane z tym programem odnoszą sukcesy edukacyjne. Dodatkowym elementem jest pokazanie że to nie bieda tworzy ludzi ubogich w wiedzę. To edukacja. Dlatego bardzo istotna jest właściwa edukacja i jeżeli jest możliwość niwelowania wpływu złego nauczyciela. Należy to czynić.

E (20.03.12): Magazynier jakie musi mieć umiejętności? Na pewno nie takie jak kiedyś. Amazon kupuje roboty do magazynów.

poniedziałek, 12 marca 2012

Czy mniej Polaków to znaczy gorzej?

W magazynie Polityka z 29.02.2012 jest artykuł "Demoniczna Demografia" który zawiera listę pewników o przyszłych polakach:
- będzie nas mniej
- starych będzie więcej niż młodych
- kobiet będzie (proporcjonalnie) więcej
- młodzież to będą zwykle jedynacy
- będziemy się wiązać luźniej
- grozi nam bunt sandwiczy (ludzie obłożeni z obu stron - wymagające wsparcia dzieci a z drugiej rodzice)
- będziemy mieszkać samotniej
- na wsi, ale po miejsku
- pojawią się imigranci i reemigranci
- nie zabraknie rąk do pracy
Na końcu artykułu jest stawiane pytanie jak w tytule postu. Więcej nie znaczy lepiej zatem nie należy robić tragedii. Trzeba przeanalizować te pewniki i podjąć działania. Tylko jak zwykle brakuje określenia celu do jakiego dążymy jako społeczeństwo.

Rozmowa o demografii jest bardzo istotna w rozmowie o podnoszeniu wieku emerytalnego. Szczególnie że założenia iż następne pokolenia będą zawsze żyć dłużej jest nieprawdziwe. Brak ruchu i niezdrowa dieta powodują że kolejne mogą żyć mniej więcej tyle samo albo i krócej.

Joanna Solska "Nie to zdrowie" (Polityka nr 10, 7.03.2012) to artykuł który porusza istotny fragment dyskusji o 67 letnich emerytów. Dożyć do jakiegoś wieku jest prostsze niż dożycie jakiegoś wieku w zdrowiu. Rząd narzuca obciążenia a sam nic nie robi aby ludzie żyli w zdrowiu.
System prawny dopuszcza abyśmy jedli sól drogową czy zbutwiałe jaja w proszku albo jajka w proszku bez jajek. Brakuje tylko przykładu jak z Chin gdzie nadzienie mięsne robili z kartonów.
Degeneracja Służby zdrowia.
Degeneracja profilaktyki - badań okresowych.
Brak edukacji pro zdrowotnej. Wiedza o dietetyce czy edukacji ruchowej.
Brak promocji zdrowego trybu życia.

Ciężko zrozumieć ludziom, że jak by się badali częściej to walka z chorobą była by prostsza bo na starcie i obciążenie Państwa mniejsze. Jak by ludzie się ruszali i odżywiali dobrze to też obciążenie Państwa z tego tytułu było by mniejsze. Ludzie by w zdrowiu dożywali tych 67 lat i nie było by kłopotu z obecną niechęcią bo teraz widzimy jak wyglądają obecne 60paro latki.

Brak stawiania tematu kompleksowo pokazuje nie zrozumienie tematu. Zatem jest to granie pod publikę. Dokładniej granie na zbywanie obligacji u międzynarodowych graczy. Premier chce dalej utrzymywać machinę bez reform i tanio zadłużać kraj. Wyjdzie do nich i powie "Patrzcie! reformujemy się, teraz wiek emerytalny to 67". Obywatele jak zwykle zostaną wydymani.

poniedziałek, 5 marca 2012

Wspierające ramię robota.

DARPA zaprezentowała  wyniki swojego programu badawczego. Jest to ramie robota które może wykonywać różne czynności.

Element chwytający wygląda na coś nowego ale całość ma  lepszą płynność ruchów niż podobne rozwiązania.

Pod koniec roku 2011 Honda zaprezentowała nową wersje ASIMO ich flagowego robota. Jest to konstrukcja pierwotnie zaprezentowana w roku 2000 i od tej pory rozwijana pod tą nazwą.

Co wersja można zobaczyć coraz większą swobodę robota.

Rozwój robotów to nie tylko konstrukcje nawiązujące do człowieka ale także konstrukcje realizujące zachowania stadne. Na Universytecie Pensylwania używa się mini pionowzlotów. Mogą współdziałąc jako stado razem latając. Albo mogą zostać zaprogramowane do wykonania utworu muzycznego.

Jak zwykle pod takim filmikiem znajdujemy komentarz "Powitajcie naszych nadzorców". Co w tym wypadku jest całkiem celne bo wyobraźmy sobie policjanta, który musi sprawdzić jakiś teren. Wypuszcza para takich mini dronów i ma pogląd na okolice.

Często stosuje się nawiązania do natury w nauce i robotyka także patrzy jak ona działa. Roboty do poszukiwania ludzi mogą poruszać się jak węże. Roboty humanoidalne są uczone poruszać się i reagować jak ludzie.

Jednym z celów planowanej sprzedaży jest starzejąca się populacja. Ostatnio Toyota poinformowała o zwiększonym zaangażowaniu w rozwój technologi robotów wpierających osoby starsze. Brak dzieci, dużo jedynaków oraz rozpad więzi rodzinnych powoduje, że za 20 lat będzie to ogromny światowy rynek. Dlatego wejdą w to kolejne korporacje i kolejne pieniądze będą dostępne dla badaczy. ASIMO z 2040 roku będzie umiał wiele więcej niż przetaczanie wózka i podawanie napojów.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Rozwój czy pieniadze?

Dokładniej rozwój czy pieniądze dla wybranych. Co zmusza nas do takiego pytania? Prawa autorskie i patentowe.
Przykład praktyczny odnośnie patentów:
"Apple musi zrezygnować z powiadomień push w Niemczech. Funkcja pozwalająca na natychmiastowe informowanie np. o nowych e-mailach została wyłączona dla użytkowników niektórych urządzeń firmy Apple w Niemczech. Jest to efekt pozwu konkurencyjnego holdingu Motorola Mobility."
Nie chodzi tu o firmy kto kogo. Wszystkie firmy się pałują nawzajem. Chodzi o fakt, że na coś takiego jak wysyłanie powiadomień można mieć patent.

Przykład mentalności odnośnie praw autorskich to:
"Prawa autorskie powinny trwać o jeden dzień krócej niż wieczność!"
Zdanie wypowiedziane przez  Jacka Valenti, wieloletniego prezes Motion Picture Association of America. Jak już wcześniej wspominałem MPAA to Ci co się bali magnetowidów.

Rozwój z założenia ma polepszać sytuacje ogółu. Zatem ma też dawać więcej pieniędzy bo gospodarka dzięki innowacyjności będzie szybciej rosła. Po drugiej stronie są ludzie którzy włożyli prace i pieniądze w rozwój a teraz mają zostać pozbawieni korzyści? Należy wyważyć sprawę ale niestety politycy zajmują się reagowaniem tylko na lobbystów. Kampanie wyborcze kosztują. 

Efektem lobbingu jest przedłużanie i ułatwianie uzyskiwania różnych patentów "na koło".
Przykładowo w USA (przed 1962) czas trwania praw autorskich był rozszerzany tylko dwukrotnie w ciągu 150 lat. Jednak podczas 45 lat pomiędzy 1962 a 2007 rokiem dokonano 11 zmian, w efekcie przedłużających czas obowiązywania praw autorskich do 70 lat po śmierci autora, lub do 95 lat w przypadku pracy zbiorowej. Dla przypomnienia, według ustawy Królowej Anny z 1710 roku (prawdopodobnie pierwszym pełnym ustanowieniem praw autorskich) nowopowstałe prace były chronione przez 14 lat od daty pierwszej publikacji, z możliwością przedłużenia tej ochrony o kolejne 14 lat, jeżeli autor wciąż żył w momencie wygaśnięcia pierwszego terminu.

Konkluzją autora jest zracjonalizowanie czasu ochrony tak aby zapewnić korzyści autorowi z okresu komercyjnej użyteczności ale nie wychodzić daleko poza niego radykalnie skracając obecny czas ochrony. Dodatkowo wprowadzić mechanizmy zapewniające dodatkowe możliwości ochrony. 

Mechanizm przedłużania istnieje w patentach. Zapewnia on że tylko coś co warto patentować będzie dalej kontynuowane. Jednak tu zamiast czasu ochrony problemem jest absurdalność patentów. Tak jak na wstępnym przykładzie patent jest na coś co przeciętny inżynier wymyśli w minute jak zajdzie taka potrzeba. Następnie korporacje, które mają sztaby ludzi od tego, patentują takie oczywistości i pałują się z konkurencją próbując osłabić ich zyski. Przykładem mogą być tu 2 kolejne firmy LG i Sony. Gdzie LG złożyło doniesienie do Międzynarodowej Komisji Handlu aby zakazać sprzedaży produktów Sony. Udało się z sukcesem. Tylko czy to jest zdrowa konkurencja?
Czy właściwe jest, że Microsoft zarabia więcej na Androdzie niż na własnym systemie do komórek? To jest najlepszy przykład jak kotwica rzucona na plecy innych, ciągnie firmę która utraciła innowacyjność. Niegdyś prawie każdy komputer działał z Windows. Teraz wraz z zmianą upodobań użytkowników Windows wypada z gry i zastępowany jest przez system Android. Dzięki patentowej kotwicy mają dalej pieniądze i wpływ na rynek.

Bardzo istotną sprawą jest firma Monsanto, która przy wykorzystaniu prawa patentowego eliminuje konkurencje naturalnych upraw. Głównymi poszkodowanymi są rolnicy. U nas nasiona genetycznie modyfikowane nie są dopuszczone do użytku zatem nie spotykamy się z tym w Polsce bezpośrednio. Sprawa jest ciągle nagłaśniana więc wystarczy w Google/Youtube wpisać "monsanto" aby dowiedzieć się więcej.

Należy też pamiętać, że w ramach automatyzacji żadna osoba nie będzie sprawdzać materiałów przez nas publikowanych i będą robić to roboty. Dzięki źle napisanemu prawu będziemy mieli takie sytuacje jak np. użytkownik nagrał dźwięki ptaków a podczas umieszczania w sieci automat stwierdził, że narusza on prawa jakiejś firmy.

Prawa i patenty to kolejny przykład bezwładnego wynaturzenia systemu. Idea bronienia pracy jest właściwa jednak interes jednostek doprowadził do sytuacji gdzie ten system jest przeszkodą rozwoju.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Technologia w Edukacji

Niedługo Ministerstwo Edukacji Narodowej rozpocznie nowy program "Cyfrowa Szkoła". MEN dzieli ten projekt na następujące działania:
- e-nauczyciel - przygotowanie nauczycieli do nauczania, komunikowania się z uczniami i rodzicami oraz prowadzenia dokumentacji szkolnej z wykorzystaniem TIK (technologii informacyjno-komunikacyjnych),
- e-zasoby edukacyjne, w tym e-podręcznik - uzupełnienie oferty publicznych elektronicznych zasobów edukacyjnych, w tym zapewnienie dostępu do nieodpłatnych e-podręczników,
- e-szkoła - zapewnienie szkołom niezbędnej infrastruktury, w szczególności nowoczesnych pomocy dydaktycznych,
- e-uczeń - zapewnienie uczniom, w szczególności zagrożonych cyfrowym wykluczeniem,  dostępu do nowoczesnych pomocy dydaktycznych.

Wartość projektu pilotażowego to 50 mln złotych.

Rozpoczęło to dyskusje w mediach o edukacji. Sam wielokrotnie pisałem o istotności edukacji na tym blogu. Jednak zanim weźmiemy udział w rozmowach o edukacji przy użyciu technologi warto zobaczyć filmik poniżej - "B.F Skinner. Teaching machine and programmed learning". Jest po angielsku ale nawet bez rozumienia słów warto zobaczyć początek.

Na filmie jest pokazana pierwsza maszyna "wspomagająca" nauczanie.W roku 1954 Pan Skinner formułuje tezy, że maszyna pomaga uczniom przez umożliwienia przyswajania programu w swoim tempie. Nauczyciel podczas przyswajania materiału może pomagać uczniom z kłopotami. Uczeń może do końca przyswoić materiał przed przystąpieniem do następnego działu dzięki temu nie powstają osoby u których opóźnienie się zwielokrotnia. Ogólnie otrzymujemy indywidualny tok nauczania będąc w klasie.
Te sformułowania padają prawie 60 lat temu.

Tylko tu pojawia się problem. Osoby decyzyjne które zapoznają się z taką tezą mogą stwierdzić, że to maszyny uczą i wystarczy kupić dużo sprzętu i sprawa załatwiona. Mają nawet dobry przykład w Mooresville w stanie Karolina Południowa rozdano uczniom 4400 laptopów w leasingu 215 dolarów rocznie (czyli prawie 1 mln rocznie). Jak czytamy w artykule dalej "Przed rozpoczęciem eksperymentu z laptopami w egzaminach stanowych 73 proc. uczniów z Mooresville otrzymywało dobre wyniki z przedmiotów ścisłych. Po trzech latach - 88 proc." Aby ostudzić ten zapał dziś w Gazecie Wyborczej artykuł "Wiara w laptopy w szkole może być szkodliwa".

W tym artykule czytamy, że nie należy się zachwycać laptopami. Ekspert Andrzej Grzybowski [...] apeluje na przykład, by zadbać o utworzenie szkolnej sieci, dostatecznie mocnej, by wszystkie urządzenia elektroniczne [...] mogły swobodnie ze sobą współpracować i jednocześnie żyć w internecie.


Gdzieś przeczytałem, że z badań przeprowadzonych dla Parlamentu Europejskiego, zastosowanie multimediów w szkole może zwiększyć efektywność przyswajania wiedzy nawet o 40 procent. Prawda czy fałsz nie ważne. To jest argument za komputerami czy przeciw? Jest to argument przeciw. To nie sprzęt , nie sieć a multimedia podnoszą efektywność. To multimedia są nośnikiem wiedzy a reszta to narzędzia dostępu i skutecznego ich wykorzystania.

Czyli nie e-nauczyciel, e-szkoła, e-uczeń tylko akcent i główny nacisk to e-zasoby edukacyjne.

Podsumowując tą część to ludzie którzy:
- chcą szybkich wyników - "kupiliśmy dla n szkół x projektorów y laptopów"
- miłośnicy portali społecznościowych - dajcie uczniom sieć i się nauczą.
nie mają nic wspólnego z edukacją i powinny być odsuwane od jakichkolwiek decyzji.

W artykule opisującym targi związane z technologią w Edukacji możemy przeczytać ogólny konflikt podejścia do edukacji.
"Burrhus Skinner, amerykański twórca behawioryzmu, stawiał na tresurę. Szwajcarski psycholog rozwojowy Jean Piaget kładł nacisk na samodzielne eksperymentowanie jako źródło wiedzy. Lew Wygotski, uważał, że edukacja nie polega na przyswajaniu wiedzy, ale rozwijaniu umiejętności uczenia się we współdziałaniu z innymi." Wypadało by się zastanowić, które podejście jest właściwe aby później je zinformatyzować bo jak zinformatyzujesz bałagan to masz informatyczny bałagan.
Tylko czy na pewno trzeba decydować? Ludzie są różni zatem aby lepiej się z nimi obchodzić potrzeba różnych narzędzi i to daje nam technologia. Możemy realizować program w postaci wykładów i ćwiczeń. Możemy edukować w postaci gier. Możemy stosować techniki społecznościowe. Wszystko może być dostępne w ramach jednej platformy. Pieniądze, które MEN na pewno wyda na sprzęt i pdfy podręczników, powinny iść właśnie na zaprojektowanie i rozpoczęcie budowy takiej platformy.

Multimedia zaczynają być dostępne w sieci ale głownie w języku angielskim. Przykładem jest tu Khan Academy gdzie są publikowane materiały wideo tłumaczące różne zagadnienia. Są tam już również interaktywne lekcje. Ci którzy mówią, że prymitywne to chciałbym przypomnieć, że Khan Academy to 1 człowiek. Co można by było zrobić posiadając 50 mln.

Może jednak całe te zamieszanie jest niepotrzebne? Co jest problemem edukacji? Nauczyciel. Dokładniej nauczyciel jest problemem i rozwiązaniem. W wykładzie Billa Gates-a (edukacja od 8:10) mamy powiedziane jak dobry nauczyciel może pomóc. Tak samo zły nauczyciel może zrobić szkód. Dlatego istotne jest aby propagować dobre praktyki i umożliwić ogólny dostęp aby eliminować wpływ złych nauczycieli. Tym samym podnosząc poziom od dołu i do góry dając wybitnym uczniom dostęp do kolejnych materiałów. Marnowanie potencjału wybitnych uczniów jest osobnym ale istotnym elementem.
Kolejną istotną sprawą poruszoną przez Pana Gates-a są metody oceny nauczyciela a zarazem pensja i nagradzanie dobrych nauczycieli.

Dyskusja będzie trwała pewnie jeszcze długo tylko chciałbym zwrócić uwagę na 2 elementy.
Pierwszym jest sprawa testów. "Ten amerykański fetysz testu opanowuje świat". Idea edukacji to przekazanie wiedzy a jak inaczej ją sprawdzić? W dyskusji uczestniczy wielu humanistów, którzy mają hipisowskie podejście ale to jest edukacja sponsorowana przez Państwo. Kierujmy się ku przyziemnemu celowi jakim jest mądry, bystry, wychowany, przyjazny, zdrowy obywatel. Celem jest także wyeliminowanie takiej sytuacji jak jest obecnie w USA gdzie brakuje wykształconych techników. Technologia daje nam możliwość przeprowadzenia testów nie tylko z wiedzy ale także manualnych.
Testy w środowisku cyfrowym dają dodatkowy efekt redukcji problemów (kosztów) logistycznych. Przygotowanie przez nauczyciela sprawdzianu z działu to wybranie przez niego "3 zadania 1 poziom, 3 zadania 2 poziom, 1 zadanie 3 poziom". Parę kliknięć i klasa pisze sprawdzian. Na maturze zadania były by wysyłane do miejsc egzaminu o 9 i umieszczane na kawałku elektronicznego papieru.

Drugim elementem jest brak interaktywnych elementów w dyskusji czyli gier. Gry uczą wiele. Od wieków towarzyszą nam i uczą wzorców zachowań. Przykładem może być jak moglibyśmy wiele nauczać gdybyśmy mieli do dyspozycji holodeck ze Startreka czyli wirtualną rzeczywistość, którą możemy odczuć wszystkimi bodźcami.

Mam nadzieje, że nadchodząca reforma przyniesie jeszcze coś. Aby "Obyś cudze dzieci uczył", nie było przekleństwem.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Polska - kolonia konsumentów

Działania Polaków w sprawie ACTA spowodowały polityczną śmierć tego traktatu. Naprawdę będą musieli się natrudzić aby go ożywić w głosowaniu w Parlamencie Europejskim. Można wyolbrzymić i powiedzieć że po turkach i komunistach teraz obroniliśmy Europe przed oligarchami.


Teraz sprawą na tapecie jest reforma emerytalna. Dziś Premier RP wyszedł i powiedział, że nie będzie promował nie pracowania przez kobiety dlatego nie będą miały ulg. Jak widać znów premier niedoinformowany bo, uważa że urodzenie i opieka nad kilku tygodniowym berbeciem to nic nie robienie. Tylko Premier znów nie rozumie co podpisuje a postępuje tak tylko aby być w grupie bo inne kraje mają 67 progi emerytalne no to my też. Pochwalimy się, że też mamy takie progi. To, że Polacy mają za mało dzieci i edukacja jest gówniana to już mało istotne. Pochwalimy się zagranicznym Bankom, że jest super a oni dalej będą kupować nasze obligacje co pozwoli Panu Premierowi dalej się obijać.

Obecna sytuacja jest określana przez komentatorów zagranicznych jako "free fall" czyli swobodny spadek. Niestety polski odpowiednik jest mniej nośny ale chodzi o to że rzeczy toczą się tylko siłą grawitacji. Jacyś ludzie negocjują sobie ACTA i dają do podpisania. Społeczeństwo się starzeje to trzeba podnieść wiek. Nie ma żadnego celu za tymi działaniami. Widać to teraz dobitniej także w innych krajach.

Mówiąc o wydłużeniu wieku nikt nie mówi o tym, że kolejne pokolenie będzie wcześniej wchodzić w wiek pracowniczy. Zaczną edukacje w wieku 6 lat. Przecież to też zmiana wpływająca na produktywność. Ten pozytyw jest negowany przez system edukacji gdzie ludzi wysyła się do ogólniaków. Później idą na jakieś studia kulturoznawcze i bumelują tam 5 lat. Do tego dochodzi brak wychowania w szkole o czym mówił ostatnio prof. Ryszard Legutko (link). Oceniając krytycznie mówi "Dziecko ma wrócić ze szkoły z odpowiednimi ocenami, z dyplomem, bo to się przyda na studiach i na rynku pracy. Fakt, że nadal jest ono głupkiem i prymitywem, już nas nie obchodzi". Komentarze jak ma się edukacja do rynku pracy pokazują jeszcze, że nie radzą sobie z nauką przydatności na rynku pracy zatem młody człowiek jest skołowany. Media każą mu tańczyć i śpiewać. Szkoła mówi mu że jest zdolny ale leniwy. A sprawa jest taka że uogólniając jest głupkiem, prymitywem nie nadającym się do niczego. A przepraszam nadaje się do czegoś, do kupowania. 

Dzięki swoim umiejętnością jest wspaniałym klientem bo cały medialną propagandę łyka jak młody pelikan a prymitywizm pozwala na łatwą sterowalność. Polska to kolonia konsumentów gdzie dostarczają nam świecidełka z za oceanu a my produkujemy za marne pieniądze i próbujemy przeżyć we wrogim otoczeniu.


Rozumiem, że posiadanie dziecka jako projekt biznesowy to przesada ale rodzenie trzeba promować i kobietom się to należy.
Nie jesteśmy głupsi niż inni. Jeszcze. Zatem działajmy abyśmy nie byli częścią grupy. Bądźmy z przodu. Rozwiązujmy problemy i zacznijmy się chociaż czołgać do przodu.

czwartek, 9 lutego 2012

ACTA na miękko lub twardo

W sobotę 11.02 protesty w całej Europie. Zachęcam do przyłączenia się do nich i pokazania, że nie chcemy ACTA.

Jako że teraz należy nastawić się na walkę na długim dystansie do czerwca lekkie podsumowanie. Miękkie argumenty przeciw ACTA:

Pan Ron Kirk stwierdza ze traktat ma chronić Japońskie i Amerykańskich wynalazców (czytaj biznes) to ja nie będę się spierał. Komu mam ufać, polskiemu politykowi, który 3 tygodnie temu nie wiedział co to ACTA czy facetowi udzielającemu się przy ACTA. 
(Link do postu z komunikatami dyplomatycznymi o ACTA, link do ang postu co działania Pana Kirka dały w Korei Płd.)

Amerykanie już uznali ACTA za porażkę i negocjują Trans-Pacific Partnership, które jak kanadyjski profesor prawa Michael Geist określił „jest wszystkim czego US nie dostało w ACTA a chcieli”.

Nie ma dokumentów około traktatowych o czym nas się zapewnia. Leki, części samochodowe czy inne zapisy są problematyczne i przyciągają uwagę takich organizacji jak „Lekarze bez granic”. Znaczy, że robota została źle zrobiona bo takie dokumenty można było stworzyć i opisać intencje.

Tematami około ACTA są biopiractwo czy wspomniane wcześniejszym poście trollowanie praw. Mechanizmy te mogą zostać użyte jako próg wykluczenia małych i średnich firm z konkurencji. Zgadzam się z Prezydentem RP, który w Sochaczewie powiedział że „Polska nie ma Dużych kapitałów. Mamy małe i średnie.” Traktat który utrudniał by ich rozwój jest niebezpieczny dla naszego przemysłu.

Kolejną sprawą jest uczynienie walki z cenzurą nielegalne zgodnie z art 27.5-6 gdzie obchodzenie zabezpieczeń niezgodnie z życzeniem producenta jest karalne. Przykładowo jakieś narzędzie uzyskuje dominujące pozycje w komunikacji i następnie wprowadzana jest tam cenzura. Produkt jest czyjąś własnością zatem można. Więc Państwo używając ACTA nie wprowadza cenzurę ale przy współpracy z firmami praktycznie może ją wprowadzić.

Obawy też budzi możliwość zmian po podpisaniu. Zmiany znów będą tajnie negocjowane?

Teraz trochę o argumentach używanym przez przeciwników ACTA, że udostępnianie nie robi nic złego. Utrata wartości handlowej jest faktem. Czasami coś co widziała 1 osoba jest cenniejsze niż coś co widziało 1000 osób. Autor i tylko autor ma chroniony przywilej decydowania. Tutaj problemem nie jest ten przywilej tylko nadużycie czasu ochrony.

Kolejnym argumentem jest,że nie ma w ACTA nic o przeszukiwaniu na lotniskach czy szerokiej inwigilacji przez ISP. Faktycznie nie ma. Nie ma w obecnej wersji ACTA, było to w poprzednich. Jakie mamy szanse, że te poprzednie wersje nie zostaną użyte do konkretyzacji ogólnych zapisów w obecnej wersji jako słynne dokumenty około traktatowe. Jeżeli zwolennicy ACTA mogą zmienić nazewnictwo że ACTA to nie traktat tylko porozumienie aby ominąć Senat US, nie widzę dlaczego przeciwnicy nie mogą używać argumentów dotyczących starych wersji aby zaalarmować współobywateli.

Tyle z argumentów „miękkich” przeciw ACTA ale sporo innych w Internecie.
Argumenty twarde – odnoszące się tylko do zapisów ACTA.

1) Zmienia punktu ciężkości ścigania z powództwa na ściganie z urzędu tym samym zwiększa się obciążenie budżetu państwa a zyski idą do korporacji. Mechanizm „zyski dla kilku, koszty dla wszystkich”.

2) Strona rządząca powtarza, że ACTA ma chronić interesy polskich przedsiębiorców. Nie do końca - zarzut przeciw to brak ochrony produktów regionalnych. Czyli amerykanie chronią swoje piękne i nowe patenty ale nasze receptury wypracowane przez wieki to sobie chętnie kopiują i sprzedają pod tą samą nazwą. Czyli nas betonują a oni stoją obok.

3) Drugi zarzut jest związany z prawem do kopi. Jeżeli kupuje utwór muzyczny na CD a moja przyszła lodówka go nie odtwarza, chciałbym zmienić format i wgrać do niej. Tu się zaczynają schody. W tym momencie zmieniając format nie kupie tego utworu na internetowej stronie producenta lodówek. Odniosłem zatem „pośrednią korzyść ekonomiczna”. Art 23 pkt 1 pisze o tym dopiero po sformułowaniu takim jak skala handlowa i działalność handlowa ale nie bezpośrednio mogę zostać zmuszony do kupowania czegoś wielokrotnie. Jednak tu także wchodzi w grę art 27 pkt 5 i 6  które zabraniają rozpowszechniania oprogramowania do obchodzenia zabezpieczeń. Zatem jeżeli producent włoży tam zabezpieczenie przed kopiowaniem a ja będąc informatykiem wgram jednak opłacony utwór na moją lodówkę to jestem przestępcą. (Edit: Ripowaniu MPAA mówi nie!)

4) Art. 12 może być użyty do nie uczciwej walki między firmami. Zwiększa to obciążenie państwa i firm których koszt zostanie przeniesiony na obywateli i klientów.

5) Zapis w art 27 pkt 3 karze wspierać działania przedsiębiorców. Czyli co? Dofinansowani czy ulgi podatkowe na koszt podatników? Może większe finansowanie ZAiKS-u? Czy może właśnie nakaz inwigilacji przez ISP?

6) Teraz słynny art 27 pkt 4 który oddaje nasze dane osobowe byle komu. Fragment ten zaczyna się od „Strona może” zatem Minister Boni ma racje, że możemy nie przyjąć tego fragmentu i tutaj nie jest skuteczny argument „Polska nie może nic zmienić w ACTA”. Prawdopodobnie jest to jakaś pozostałość po restrykcyjnych przepisach z wcześniejszych wersji. Nie zmienia to mojej opinii ze „normy” co to możesz albo nie to nie norma. Chyba że słowo „może” zniknie w następnej wersji ACTA. Wtedy ma to sens i jest jeszcze większym argumentem przeciw ACTA.

Im więcej osób pochyli się nad sprawą tym lepiej.

Nie dla ACTA.