Jak zaczynałem tego bloga to nie miałem pomysłu co na nim będzie ale miałem potrzebę. Potrzebowałem zapisywać jakieś memy które wynikły z przemyśleń. Jakieś dostrzeżone wektory zdarzeń. Ciekawe materiały z netu. Lubie sobie zanurkować w cyberprzestrzeń zgłębiając jakiś temat a później mam problem ze znalezieniem tych samych materiałów źródłowych.
Po 100 postach dalej trzymam się tego kursu choć aby nie wypalić się i aby nie pisać głupot ograniczyłem się do standardowego 1 postu na tydzień.
Z rzeczy do zrobienia widzę potrzebę tagowania postów.
Na koniec coś na ożywienie postu i trochę edukacji bo sam z ogonkami często nie pisze.
Stary klip co widać po użyciu takich zwrotów jak "gg" i "outlook" bo kto teraz w domu używa klienta pocztowego.
Pozwalam sobie na określenie my, oni. Dokładniej to ja utożsamiam się z dojonymi a ich utożsamiam z dojącymi.
Bank New York Fed przygotowuje przepisy dzięki, którym banki będą mogły wstrzymywać wypłacanie pieniędzy jak uzna to za stosowne. Czyli coś się stało i amerykanie chcą uratować swoje dolary a tu nic nie dostaną. Banki się zamkną, opuszczą rolety antywłamaniowe i koniec. Ludzie zostaną sami z swoimi problemami. Do tego amerykanie mają dużo broni w domach
Nie jest to jednak tylko to. Firmy i korporacje są ze sobą bardzo powiązane. Czyli możliwe jest celowe wywołanie paniki. Agencje prasowe i portale prześcigają się w dostarczaniu informacji. Realne jest włamanie się do jakiegoś większego. Spreparowanie odpowiedniej serii wiadomości i zanim wyjdzie na jaw, że to nie prawda. Ludzie wyciągną tyle środków z systemu, że on sam się zawali pod ciężarem iluzji i lewarów obecnych na rynku.
Mamy przykład że system jest zmieniany na korzyść tylko jednej grupy. Przykład MF Global, gdzie JPMorgan przyszedł i zabrał pieniądze ludzi, pokazuje, że my to jesteśmy na końcu. Załóżmy, że bank się wyłożył i utracił płynność. Ludzie nie mogą pobiec do bankomatów i uratować coś a duży to zgarnie.
Fajnie by było gdyby nam też coś się dostawało co jakiś czas.
Np. prof. Rybiński na swoim blogu sugeruje aby "każda ustawa zwiększająca wydatki publiczne miała czas obowiązywania 5 lat, potem automatycznie wygasała, co zmusiłoby przyszłe rządy do regularnej oceny skuteczności zwiększonych wydatków i ponowne przeprowadzanie oceny skutków regulacji."
Niestety u nas się idzie w drugą stronę. Wywala się ocenę skutków regulacji z procesu ustanawiania prawa. No bo jak coś się rypnie to można powiedzieć "Ja nic nie wiedziałem".
Rehabilitacja to często długi i nudny proces bo trzeba powtarzać te same czynności wiele razy. Szczególnie są tu narażone dzieci, które z założenia są nad aktywne i nie rozumieją, że to kiedyś da efekt. Motywacja jest istotna. Jest to dogmat, choć są i też dowody. Szczur z przetrąconym kręgosłupem zdrowiał o wiele szybciej i lepiej jak miał przysmak w zasięgu zmysłów tylko musiał się ruszyć.
Ostatnio zakończył się konkurs organizowany przez Microsoft - Imagine Cup 2012.
Były na nim różne kategorie i kilka polskich projektów (artykuł z chip.pl). Udało się zająć 3 i 2 miejsce na 3 startujące polskie zespoły. (wyniki na chip.pl)
Polska drużyna "Flexify" zaprezentowała rehabilitacje z Kinectem (rozwiązanie w konsoli do gier Microsoftu).
Za to rozwiązanie w kategorii "Kinect Fun Labs Challenge" otrzymali 3 miejsce.
Czytając co prezentowali inni mamy takich przykładów więcej:
- The D z Rumunii (gra wpomagająca ćwiczenia dla osób cierpiących na osteoporozę)
- Projekt Symbiosis, skupiający się na aktywacji pamięci osób cierpiących na chorobę Alzheimera poprzez gry pozwalające utrwalać wspomnienia [...]
- Amerykański Duck Duck Punch (gra mająca wspomóc rehabilitację urazów górnej części ramienia)
Zabawa uczy nie od dziś. Dobrze zorganizowana może leczyć.
Inny tytuł który rozważałem to "Raj patentowy prawników". Nie ważne kto się procesuje ale zawsze wygrywają prawnicy.
Dziennik Internetowy donosi o ciekawej sprawie podania liczb związanych z kosztem procesu. Bez pensji prawników. Na portalu Ars Technica podano iż w procesie pomiędzy Oracle i Google odnośnie sprzedaży Androida koszt wyniósł 4 mln dolarów a koszty samej papirologi 2,7 mln.
Ratujmy drzewa zakończmy wojny patentowe!
Szczegóły to: Google zebrało 97 mln dokumentów z 86 źródeł; 3,3 mln dokumentów ( 20 mln stron) odpowiedzi dla Oracla.
Jak można się domyślać, armia ludzi była duża.
Takie koszty to norma w patentowych wojnach. W "Report of the Economic Survey 2011" organizacji Amerykańskie Stowarzyszenie Prawa Własności Intelektualnej czytamy że:
- proces o mniej niż 1 mln dolarów to koszt 650 tys dolarów
- proces o 1-25 mln dolarów to koszt 2 mln dolarów
- proces o więcej niż 25 mln dolarów to koszt 5 mln dolarów lub więcej.
Tylko czy całe te zamieszanie ma sens?
Apple zaskarżyło HTC do sądu ale przegrało. Werdykt - "patent Apple nie zawiera żadnego elementu innowacji". Patent slide-to-unlock, który miał naruszać "arc unlock" stosowany przez HTC - a więc odblokowanie smartfonu poprzez przesunięcie palcem po wyznaczonej trasie, jest nieważny ze względu na jedno urządzenie wypuszczone w 2004 roku, a więc 3 lata przed prezentacją pierwszego iPhone'a. Jest to dość mało znany telefon Neonode N1, który posiadał funkcję sweep to unlock, do której później została dołączona strzałka, po której użytkownik miał przesunąć palcem aby odblokować ekran. Sam koncept suwaka, zastosowany później przez Apple, pojawił się także wcześniej w systemie Microsoft CE. Dlatego, zdaniem sądu, patent Apple nie zawiera żadnego elementu innowacji.
Petenty to powinny być odkrycia. A nie forma podatku czy kosztu wejścia na rynek. Patent powinien sprawować funkcje społeczną. Teraz na pewno tego nie robi.
Roboty trafiają na scenę aby dać ciekawe widowisko.
Nowe narzędzia dają nowe możliwości.
Cenie animację za to, że ekspresje można dopracować i nie ogranicza Cie słaba gra aktorska czy ograniczony budżet na efekty specjalne. Ostatnio poinformowano o narzędziu "Source filmmaker", czyli o prostym narzędziu do robieniu filmów animowanych.
Nieudane próby mogą zniechęcać, nawet jak nieudane są z nie naszego powodu. Takie narzędzia opierają się już tylko o twórce. Aktorzy i pomocnicy na bruk.
Będąc w liceum zawsze miałem niskie mnie manie o humanistach. Takie gadanie o pierdołach. Obecnie zrezygnowałem z tak radykalnego podejścia ale pewnie jakiś sterotyp w moim myśleniu siedzi.
Ze zdziwieniem zobaczyłem artykuł "Polsce brakuje humanistów, bo kuleje nauczanie matematyki". Okazuję się, że Ci humaniści z mojej klasy to na prawdę byli humaniści. Teraz wszystkich tych nie potrafiących zrozumieć swojego nauczyciela matematyki nazywa się humanistami. Co niektórzy się nawet tym szczycą.
Pod artykułem w komentarzach ktoś umieścił link do wypowiedzi Pana Korwina Mikke. Polityk sugeruje że skoro dzieci umieją dodawać, odejmować, mnożyć i dzielić to wystarczy. Później przywołuje przykład córki która sobie nie radzi z prostym problemem. Osoba pisząca komentarz z linkiem umieściła to aby osoby które chcą "katować wszystkie dzieci matematyką" przemyślały sprawę. Ten wywód Pana Korwina Mikke właśnie pokazuje, że wiele osób nie rozumie po co jest matematyka a przykład z córką pokazuje że jest ona źle nauczana.
Matematyka opisuje rzeczywistość. Uczy logiki. Przydatna jest przy rozwiązywaniu problemów. Choć by tak błahego jak "Potrzebuje X zaproszeń urodzinowych. Na kartkę mieszczą się 3 zaproszenia. Ile kartek potrzebuję". Matematyka to praktyka jak ktoś powiedział upraszczając "Matematyka jest jak kobieta. Nie trzeba rozumieć ale trzeba umieć używać"
Podobny głos w dyskusji w filmie poniżej.
Krzywa Gaussa właśnie jest potrzebna w socjologi - humanistyczny przedmiot. Matematyka to podstawa bo opisuje wiele zjawisk w różnych dziedzinach.
Największą popularność, w rzeczach do liczenia, mają pieniądze. Jednak i tu jest cienko. W artykule "Rośnie kolejne pokolenie finansowych analfabetów" czytamy o tym, że jedynie 39 proc. dorosłych Polaków jest w stanie poprawnie obliczyć oprocentowanie produktów bankowych. Czyli jak rozumiem nie potrafią poradzić sobie z obliczeniem ile będzie miał z lokaty. Czyli 1 mnożenie. W bardziej skomplikowanym przypadku lokaty krótszej niż rok to 2 mnożenia i dzielenie.
Krótki wniosek.
To nie humaniści. To jelenie na których można zarobić.
P.S.
Stary amerykański dowcip i zmieniany różnie ale ciągle dobry w temacie:
1962 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za sumę 100 dolarów. Wiedząc, że koszt produkcji drewna wynosił 4/5 jego ceny, oblicz zysk drwala.
1972 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za sumę 100 dolarów. Wiedząc, że koszt produkcji wyniósł 4/5 jego ceny, czyli 80 dolarów, oblicz zysk drwala.
1992 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za 100 dolarów. Koszt produkcji drewna wyniósł 80 dolarów, a zysk drwala 20 dolarów. Zakreśl liczbę 20.
2002 : Ścinając stare piękne i bezcenne drzewa, ekologicznie niezorientowany drwal zarobił 20 dolarów. Co myślisz o takim sposobie na życie ? W podgrupach postarajcie się przygotować teatrzyk przedstawiający, jak czują się leśne ptaszki i dzika zwierzyna.
Zanim w sobotę Polska reprezentacja w piłce nożnej dostała z reprezentacją Czech to Irlandczycy przegrali z Hiszpanią 0 do 4.
W mediach zrobił się ogromny szum na temat jak Irlandczycy zachowywali się gdy ich drużyna przegrywała. Prowadzili wspaniały doping przez cały czas a na końcu nagrodzili graczy brawami. Zrobili ogromnie pozytywne wrażenie. Pisano, że to najlepsi kibice euro2012. Na demotywatorach.pl namawiano aby 18 czerwca Irlandczycy grają z Włochami, Polacy dopingowali Irlandczyków i przyłączyli się do wspaniałego dopingu.
Wszyscy po meczu z Rosją mieli nadzieje a wręcz byli pewni, że polska reprezentacja potrafi zagrać pięknie cały mecz i dokopie Czechom. Niestety skończyło się 1:0 dla Czechów. Doping jednak nie umilkł tak jak na meczu z Grecją. Dalej trwał a jak mecz się skończył to pomimo gorzkiego smaku porażki to kibice nagrodzili graczy brawami. No bo jak? Polak gorszy od kogoś.
Normalnie jak nam nie wychodzi to chcemy kozłów ofiarnych i obwiniamy jedni drugich. Zaczyna się polskie piekiełko. Gdzie wszyscy się znają na wszystkim i mają racje. Jednak Irlandczycy pokazali co się robić i oprócz przyśpiewki "Nic się nie stało" słychać było "Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce". Co jest trudne bo nigdy w życiu nie przeżyłem Polski w ćwierćfinale dużej piłkarskiej imprezy jak sporo polaków.
Poznawanie innych kultur to wspaniała sprawa. Tu inna irlandzka kultura zmieniła polaków. Nie wiem czy wielu ale w relacjach w mediach to było widać.